W wielkim skrócie....
Dla zachęty - wspomnienia.
     
 
Wspomnienia początkującego genealoga
 
     
   
 
 
Właśnie wróciłem z jednego oddziałów Archiwum Państwowego. No dobra, wróciłem parę godzin temu, ale oczy mnie tak piekły, że nie dałem rady pisać. Pojechałem, by na początek znaleźć dziadka. Miałem datę i nazwę miejscowości, więc żadna filozofia. Zażyczyłem sobie akta USC z tej parafii i dostałem. Zabrałem, się żwawo, chociaż pracownicy archiwum (zaskakująco mili i uprzejmi, wszak to jednak urząd) nie dawali mi szans, że to wszystko przejrzę i długo wysiedzę. Czworo ich zmogłem! Jak usiadłem, to wstałem po ponad 7 godzinach!

Pierwsze wrażenie po otwarciu ksiąg było jednak przygnębiające - po rusku! W dodatku to pismo, rany, jakby ktoś opanował tylko jedną literkę - po prostu ciąg identycznych znaków! Jeden taki sam przechodził w drugi taki sam, a ten w następny itd. Czasem tylko któryś większy, albo bardziej do dołu. Chciałoby się coś powiedzieć, choćby w myślach, ale ja jednak mam podstawy fachowego przygotowania - dzieło Małgorzaty Nowaczyk - i wiem, że nie wolno przeklinać piszącego, wszak nie dla mnie to pisał. Lewym okiem, prawym, oczy mrużę, ręką wodzę... i nic. Gdyby mnie widziała moja nauczycielka ruskiego, to by padła ze śmiechu. Był moment, że chciałem wracać. Pójdę do kina, myślę, a w domu powiem, że nic nie było.




 

Zacząłem jednak szukać podobieństw i schematu. Przecież na początku zawsze musi być nazwa parafii i data. Potem dane ojca, matki i wreszcie dziecka. Za każdym razem tak samo, więc początek podobny - tylko data inna. Już (akurat już, minęły dwie godziny) widzę pierwsze literki, a z nich słowa. Wreszcie najważniejsze odkrycie - przecież imiona i nazwiska są pisane też po polsku! Wkrótce mogę już przeglądać strona za stroną, widzę daty i nazwiska jakby były wydrukowane. Kiedy dojechałem do końca pierwszej księgi, to dokonałem kolejnego epokowego odkrycia. Na końcu był „spis treści”, czyli po prostu spis aktów wg nazwisk i do tego alfabetycznie. Że niby można było od tego zacząć? Można, ale ja nie czytam książek od końca! Poza tym diabli by wzięli parę godzin samokształcenia. Później też nie zaczynałem od spisów, czytałem akty szukając nazwisk, a spis traktowałem jako sprawdzenie, czy nic nie opuściłem. Najgorzej jednak było ze ślubnymi - cała strona, tekstu od groma. Zmieniają się lata, a wraz z nimi autorzy tekstów i charakter pisma. Jeden był jeszcze gorszy od tego pierwszego - głowę bym dał, że to niemożliwe. Jeden jak marzenie, równo, wyraźnie i jakby tego mało, to jeszcze podkreślał imię i nazwisko osoby, której akt dotyczył. Niestety, był tylko dwa lata. Wywalili go za ładne pismo?

 
Z dziadkiem w sumie poszło łatwo, zgodnie z oczekiwaniami. Już wiem, jakie miała panieńskie nazwisko prababka. Siedzę i patrzę. Pół strony, pożółkły papier, wyblakły trochę tusz. Kurcze, gdyby nie te pół strony to by mnie nie było... Potem rodzeństwo, brat, drugi (nie żył zbyt długo), siostra, znowu brat. Jakby patrzył w przeszłość przez dziurkę od klucza. Eeee, zaraz, a ten to, czemu ma innych rodziców? Nie mam pojęcia, kto to. Pojawił się jak kometa, tylko akt urodzenia i nic więcej. Nic na temat rodziców, ja też nic o nich nie wiem i nie słyszałem. Źródło wysycha, dane się urywają. Nie ma aktu ślubu ani zgonu pradziadków. To trochę potwierdza moje przypuszczenia, że nie pochodzili stąd. Ale niekoniecznie, ślub to domena parafii żony, a fakt, że wtedy wybierało się ją częściej z sąsiedniej wsi niż z drugiego końca kraju o niczym nie świadczy. Nie ruszę dalej, jak nie poznam miejsca urodzenia. Ten znajdę np. w akcie zgonu, który jest jeszcze w USC - nie ma 100 lat. Trzeba będzie jechać, ale najpierw odbiorę odpisy (m.in. mój i ojca), które zamówiłem parę dni temu. Pozwolą powiązać mnie z dziadkiem, itd., itd.

A właściwie, to przestań wreszcie to czytać i bierz się do roboty. Jedź, pisz, szukaj, a zaznasz uczucia, którego nikt Ci nie odbierze. Będzie tak bardzo Twoje, że nawet najbliższy nie zrozumie, o czym mówisz. Ale czy znowu zawsze i wszyscy nas rozumieją?



 
     
 
Copyright 2009, www.rychlicki.eu, www.rychlicki.info, All rights reserved.